Świat muzyki rockowej pełen jest historii o charyzmatycznych liderach i ich spektakularnych upadkach. Choć wielu z nich zapisało się złotymi zgłoskami w historii, niektórzy stali się przestrogą, jak łatwo sukces może przerodzić się w autodestrukcję. Oto historie trzech wybitnych muzyków, których ekscesy doprowadziły do usunięcia ich z zespołów, które współtworzyli.
Syd Barrett – Pink Floyd
Syd Barrett, założyciel i główny twórca wczesnego brzmienia Pink Floyd, był postacią nietuzinkową, lecz także tragiczną. Jego eksperymenty z psychodelikami szybko przerodziły się w niekontrolowane uzależnienie, co miało katastrofalny wpływ na jego zdrowie psychiczne. Barrett prawdopodobnie cierpiał na schizofrenię, a narkotyki jedynie pogłębiały jego problemy.
Podczas pracy nad drugim albumem zespołu jego zachowanie stało się coraz bardziej ekscentryczne. Często przedawkowywał narkotyki, co prowadziło do sytuacji, w których koncerty były przerywane, a Barrett potrafił jedynie wałęsać się po scenie. Jego ekscesy, takie jak wylewanie tubek żelu na włosy, które potem spływały po twarzy, przypominały surrealistyczne przedstawienia, lecz nie sprzyjały współpracy.
Zespół, chcąc ratować swoją przyszłość, zatrudnił Davida Gilmoura, który miał wspierać Barretta na scenie. W praktyce jednak Gilmour przejął większość obowiązków gitarzysty. Wkrótce pozostali członkowie Pink Floyd postanowili zakończyć współpracę z Sydem, wykluczając go z zespołu i zakazując mu uczestnictwa w koncertach nawet jako widzowi.
Brian Jones – The Rolling Stones
Brian Jones, założyciel i pierwotny lider The Rolling Stones, był geniuszem muzycznym, ale i postacią pełną sprzeczności. To on, w 1962 roku, zebrał zespół, nadał mu bluesowe brzmienie i kierował jego rozwojem. Jednak autorytarny styl zarządzania zespołem z czasem wywołał napięcia między nim a Mickiem Jaggerem i Keithem Richardsem.
Choć Jones był filarem grupy, jego życie prywatne zaczęło się rozpadać po spotkaniu Anity Pallenberg, która wciągnęła go w świat narkotyków, a później porzuciła na rzecz Richardsa. Zdradzony przez miłość i przyjaciela, Jones popadł w depresję i uzależnienie. Jego problemy zdrowotne i konflikty z prawem sprawiły, że coraz częściej opuszczał próby i nagrania.
W 1969 roku Jones został zmuszony do opuszczenia zespołu, a wkrótce potem jego ciało znaleziono w basenie. Oficjalnie uznano, że przyczyną śmierci było utonięcie pod wpływem alkoholu i narkotyków, lecz okoliczności jego odejścia do dziś budzą kontrowersje.
Lemmy Kilmister – Hawkwind
Zanim Lemmy Kilmister stał się ikoną heavy metalu jako lider Motörhead, był członkiem psychodelicznego zespołu Hawkwind. Grupa ta, znana z eksperymentalnego brzmienia i ekstrawaganckich występów, była również zanurzona w świecie narkotyków.
Choć większość członków zespołu preferowała LSD, Lemmy gustował w amfetaminach. Różnice te stały się problemem, gdy podczas trasy koncertowej w Ameryce Północnej został zatrzymany na granicy za posiadanie narkotyków. Choć ostatecznie okazało się, że była to amfetamina, a nie kokaina, zespół miał dość jego nieodpowiedzialności.
„Gdyby przyłapano mnie z kwasem, wszystko byłoby w porządku” – wspominał później Lemmy. „Ale chodziło im o to całe przeżycie psychodeliczne. Najbardziej kosmiczny zespół na świecie wyrzucił mnie za to, że miałem niewłaściwe narkotyki!”
Wkrótce po tym incydencie Lemmy założył Motörhead, zespół, który na zawsze zmienił oblicze rocka, a jego hedonistyczny styl życia stał się jego znakiem rozpoznawczym.
Podsumowanie
Historie Barretta, Jonesa i Kilmistera to przypomnienie, że talent nie zawsze idzie w parze z dyscypliną. Choć ich upadki były spektakularne, każdy z nich pozostawił po sobie niezatarte piętno w historii muzyki. Ich losy uczą, jak cienka granica dzieli geniusz od autodestrukcji.